W dniu 8 V 2007 r. Prezes UPR powołał nowego Sekretarza Rady Głównej, vel Sekretarza Generalnego UPR. Na stanowisku tym zastąpił mnie kol. Tomasz Brzezina z Katowic, któremu życzę powodzenia.
W dniu 8 V 2007 r. Prezes UPR powołał nowego Sekretarza Rady Głównej, vel Sekretarza Generalnego UPR. Na stanowisku tym zastąpił mnie kol. Tomasz Brzezina z Katowic, któremu życzę powodzenia.
Na witrynie UPR zamieściłem komentarz w sprawie nowych, komunistycznych pomysłów rządu na ratowanie służby zdrowia. Inwencja ich nie opuszcza.
Wbrew powszechnym sądom, państwowe systemy „bezpłatnego” szkolnictwa wyższego w rzeczywistości nie zapewniają powszechnego i równego dostępu, ani uczestnictwa […] jako finansowane w pełni przez budżet państwa, systemy te mogą wręcz oznaczać odwróconą redystrybucję środków grup uboższych na korzyść zamożniejszych - jako że koszty edukacji ponoszą wszyscy podatnicy, w tym także niekorzystający z wyższego wykształcenia
Tym samym KE poniekąd zgodziła się z UPR, która już dawno zwracała uwagę na niesprawiedliwość finansowania studiów z budżetu państwa. Komisarze zrobili to jednak zapewne nieświadomie, w dodatku oznacza to dla nich nie to, że socjalizm jest do niczego i należy z niego zrezygnować, tylko że socjalizm należy ulepszyć.
Na witrynie UPR jest dostępne stanowisko UPR w sprawie Narodowego Instytutu Wychowania. Jak na stronach sejmowych pojawi się zapis wysłuchania publicznego, to może napiszę jeszcze coś o relacjach dzienników z tego wydarzenia.
22 VIII odbędzie się (pierwsze w historii Polski) wysłuchanie publiczne, dotyczące rządowego projektu ustawy o Narodowym Instytucie Wychowania. Ponieważ mam podobno coś tam mówić, zabrałem się za czytanie tego dokumentu. W uzasadnieniu posłowie zamieścili standardowe, narodowo socjalistyczne myśli o tym, że zagrożony jest patriotyzm i dobro wspólne, więc trzeba „podjąć zbiorowy wysiłek” w celu ich ratowania, że państwo powinno zajmować się wychowaniem dzieci, zwłaszcze że zwiększa się wśród nich demoralizacja, że autorytet szkoły jest zbyt mały i że PiSowi do budowy socjalizmu są potrzebni wydajni i posłuszni niewolnicy, których trzeba odpowiednio wychować. Te argumenty nie powinny jednak oburzać zwolenników przymusu szkolnego, bo są tego samego typu - państwo ma przeprowadzać indoktrynację obywateli dlatego, że [moralność/patriotyzm/tolerancja/walka z patologiami/wspólna praca na rzecz lepszego jutra/inny, bardzo ważny powód - wpisz swój].
„Dziennik” zamieścił dziś polemikę Jacka Żakowskiego, czołowego totalniaka III RP, który stwierdził, że niedawne ujawnienie osądzenie patriotycznej przeszłości kolejnego „autorytetu moralnego” odbyło się zbyt pochopnie, albowiem dziennikarze nie poznali jednoznacznych dowodów, a poza tym prymas stwierdził, że ks. Czajkowski wcale nie judził go przeciw ks. Popiełuszce, więc może i reszta zarzutów jest wyssana z palca. Odpowiedział mu naczelny Robert Krasowski, w którego całkiem słusznym i wyważonym tekście na szczególną uwagę zasługuje następujący fragment:
Wyrzuciłem z planety Kwadrans z Wolnym Rynkiem. Bo okresowo zalewał ją nieaktualnymi wpisami.
Przy okazji, od jakiegoś czasu jest dostępny kanał RSS witryny UPR.
OBOP: PJKM - 3%, PSL - 3%, LPR - 2%, PD - 1%. OBOP co prawda nie jest wiarygodny i można sądzić, że ma jakiś interes w podawaniu takich, a nie innych wyników (w tym wypadku będzie to choćby dobicie LPR), ale do wyborów jeszcze 4 lata i wyniki mogą być przypadkiem wiarygodne. A swoją drogą, ciekawe kiedy sondażownie zauważą, że JKM prawie wycofał się z polityki i Platforma nie wystartuje w następnych wyborach.
Konwentykl UPR wybrał dziś nowego prezesa partii. Został nim Wojciech Popiela. Wiceprezesem mianowano Macieja Bojanowskiego, szefa sztabu PJKM.
Ponad miesiąc temu zakończyły się wybory parlamentarne. Wynik Platformy JKM należy oczywiście uznać za
klęskę, jednak wolnościowcy zdążyli się już do nich zapewne
przyzwyczaić. Dlaczego liberałowie, działający od ponad piętnastu lat
na scenie politycznej III RP, nie są w stanie przebić się ze swymi
poglądami do szerszej świadomości? Cóż, panowie Jaruzelski i Kiszczak
postarali się o skuteczne zakonserwowanie PRL. Wymieńmy najważniejsze
zabiegi, które pozwoliły przeprowadzić w Polsce rewolucję bez
rewolucji:
Panie).
Januszu bardzo pana lubię, ale nie mogę pana pokazywać, bo mi
powiedziano, że jeżeli będę pana zbyt często pokazywał to nie dostanę
odnowionej koncesji i 800 milionów dolarów szlak trafi.
Na to, aby w danym.
kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim
demokrację.
Z powyższych rozważań widać, że odniesienie sukcesu przez
środowiska wolnościowe nie będzie łatwe. Nie będzie jednak również
niemożliwe. Aby mieć podstawy do dobrego wyniku, należy przede
wszystkim zacząć grać w grę, która jest na boisku. Sukces partii
demokratycznej ma cztery główne składowe:
Najmniejszym problemem powinien być dla UPR punkt 2. Jeśli
jutrzejszy Konwent ustali, na co się zanosi, składki na poziomie
20-30zł miesięcznie, to za cztery lata partia może dysponować
funduszem wyborczym w wysokości około 1 mln zł. Jeśli dodatkowo banki
nie odmówią udzielenia kredytu, tak jak to się stało w tym roku,
będzie można liczyć na grubo ponad 5 mln zł przeznaczonych na
kampanię. To dużo, biorąc pod uwagę to, że koszt pozyskania przez nas
głosu jest wyraźnie mniejszy od innych partii.
Dla partii głównego nurtu kłopoty związane z punktem 1. nie
istnieją. Jeśli program nie odpowiada elektoratowi, to się go po
prostu zmienia. Dla ugrupowania z zasadami, jakim jest UPR, to poglądy
ludzi będą musiały zostać dostosowane do programu. Konieczne więc
będzie podjęcie szeroko zakrojonych działań edukacyjnych w tym
kierunku. Nie jest niezbędne, żeby zajmowała się tym sama partia, ale
ktoś to robić musi. Obecnie promocja poglądów
konserwatywno-liberalnych jest adresowana głównie do wąskiej grupy
ludzi inteligentnych. Sympatyk ugrupowania nie ma narzędzi do
zaprezentowania szerzej swoich poglądów. Nie może wydrukować i rozdać
jednej z broszur (adresowanych do różnych grup społecznych,
np. przedsiębiorców, studentów, młodych ludzi szukających pracy,
emerytów), w których zawarta byłaby synteza poglądów wolnościowych,
poparta odpowiednimi przykładami z historii świata. W Internecie
poparcie dla UPR przekracza 5%, a mimo to nie istnieje witryna,
którą można by polecić zwykłym ludziom nieznającym
poglądów wolnościowych; obecne są adresowane głównie do ludzi
inteligentnych, a nam przydałaby się witryna o strukturze drzewiastej,
która prezentowałaby poglądy liberalne w sposób fundamentalny,
zawierając jednocześnie obszerniejsze rozważania w formie
podstron. Większość obywateli uważa obecnie program liberalny za
księżycową utopię, w najlepszym razie za rzecz słuszną, ale niemożliwą
do zrealizowania w polskich warunkach (jakkolwiek bezsensowne jest to
stwierdzenie). Ludzi trzeba poinformować, że program UPR był już
realizowany w wielu krajach z bardzo dobrym skutkiem, powinni oni
wiedzieć, że wartości reprezentowane przez UPR są charakterystyczne
również dla takich polityków, jak Ronald Reagan, Małgorzata Thatcher
czy Wacław Klaus. Ludziom trzeba powiedzieć, jak wiele tracą przez
ograniczanie ich wolności i jak wiele można dzięki jej
respektowaniu zyskać. Bez zbędnego teoretyzowania, odwołując się
jedynie do rachunku zysków i strat i tzw. chłopskiego
rozumu. Liberalizm to pogląd bardzo prosty i zgodny ze zdrowym
rozsądkiem; jest to atut, którego marksiści nie posiadają. Dobrym
przykładem opisywanej powyżej działalności są felietony Stanisława
Michalkiewicza w portalu Interia czy ulotki wyborcze PJKM
(niestety, przy budżecie kampanii zamykającym się kwotą 206 tys. zł,
nie można było rozkolportować ich w dużej ilości).
Dla partii prawicowej, która z założenia stawia na jakość, a nie na
ilość, problemem może być też stworzenie silnych struktur terenowych,
zwłaszcza przy wysokich składkach („Zapisz się do nas, co prawda mamy
1,5% poparcia, ale za to najwyższe składki w Polsce”). Na szczeblu
lokalnym UPR ma jednak atuty, których nie mają partie głównego
nurtu. Oni nie mogą zorganizować manifestacji agitującej za ich
rozwiązaniami programowymi, bo programu nie mają. Oni nie mogą
protestować przeciw poczynaniom władzy, bo sami ją stanowią. Nie mogą
też liczyć na poparcie lokalnej społeczności, bo ona wie, że to przede
wszystkim oni zyskują na działalności politycznej. Tymczasem UPR
może i powinna odwoływać się do lokalnych problemów i pomagać w ich
rozwiązywaniu. Jeśli Urząd Skarbowy zniszczył jakieś przedsiębiorstwo,
jeśli państwo nie zapewnia dzieciom w szkole właściwej opieki, jeśli
nie pozwala się na
działalność prywatnym przedsiębiorcom w ramach ochrony monopolu
państwowego, to te wszystkie przypadki są okazjami do tego, by
partia mogła pomóc ludziom na szczeblu lokalnym. Przy tym nie powinna
być centrum i jedynym organizatorem prowadzonych akcji, lecz jedynie
wspierać ludzi w dochodzeniu swoich praw. Tylko działając wspólnie z
obywatelami na rzecz ich wolności, można liczyć na wdzięczność i
wsparcie. Ma całkowitą rację Przemysław Kudliński pisząc, że W
.
życiu dostajemy dokładnie tyle, ile dajemy - a co Partia, jej
członkowie dali społeczeństwu. Dosłownie nic. Bo przecież pikiety pod
urzędem skarbowym czy marsze do kapitalizmu nic nie znaczą kiedy nie
są poparte konkretnymi działaniami członków UPR w lokalnych
inicjatywach. Ludzie poprą tych którym ufają - a my nie zasłużyliśmy
na zaufanie, bo czym?
Przy okazji warto przeprowadzić szacunek potencjału liczby członków
UPR. W wyborach na listę PJKM oddano 185 885 ważnych głosów. Można
przypuszczać, że co najmniej 1/3 z tego to głosy, które zostałyby
oddane również w sytuacji braku nadziei na sukces. Z tego może 1/3 to
głosy osób, które zrobiły to z głębokiego przekonania
ideologicznego. Jeśli przyjąć, że 10% tych osób byłoby gotowych
zaangażować się w działalność partyjną, to na dzień dzisiejszy mamy
około 2000 potencjalnych członków UPR. Nie jest to dużo, ale stanowi
dobrą podstawę do rozpoczęcia pracy, którą kontynuować powinno się w
coraz większym gronie.
Pewnym problemem jest też to, o czym mówił prezes Jacek Boroń
na ostatnim walnym zebraniu Oddziału Stołecznego. Mianowicie większość
członków traktuje wybory parlamentarne jedynie jako test przed
wyborami samorządowymi, które co prawda mają dla partii najmniejsze
znaczenie, ale za to mogą dać największe partykularne korzyści
poszczególnym działaczom. Oni nie bedą angażować się w wybory
parlamentarne, ale mają wpływ na działalność partii. Proponowanym
rozwiązaniem było bodajże statutowe określenie, że Unia Polityki
Realnej jest formacją powołaną wyłącznie do startu w wyborach
parlamentarnych i prezydenckich.
Jeśli chodzi o przychylność mediów, to myślę, że w najbardziej
optymistycznym wariancie należałoby zakładać, że zostaniemy
potraktowani tak, jak LPR, może Samoobrona. Wśród ślepców jednooki
jest królem i wiele ośrodków opiniotwórczych będzie chciało ten status
zachować.
Podsumowując, najważniejszą dla Unii Polityki Realnej sprawą jest
obecnie wykorzystanie potencjału, jaki przed nią stoi. Aby mieć realne
szanse na sukces w wyborach, trzeba prowadzić politykę poważną. Nie
można lekce sobie ważyć sympatyków i ich gotowości do działania, nie
można ignorować poparcia wśród przedsiębiorców i okazji do ich
wspomożenia. Do sukcesu wyborczego nie wystarczą jedynie działania
przeprowadzane własnym kosztem. Potrzebna jest także współpraca
zewnętrzna, a ta obecnie nie występuje. W Norwegii tamtejsza skrajnie
liberalna Partia Postępu w
wyborach w 1985 roku uzyskała 3,7% głosów. Dwadzieścia lat później
zdobyła ich 22,1% i jest drugą siłą w norweskim
parlamencie. Prezydentem Czech jest człowiek o poglądach
upeerowskich. Czy Unia Polityki Realnej nawiązała kontakty z tymi
środowiskami i wymieniła doświadczenia przynajmniej w tak podstawowych
sprawach, jak relacje z mediami i metody zdobywania przychylności
społeczeństwa? Czy nadal mamy nie uczyć się na własnych błędach?
Pierwszorzędną sprawą dla nowych władz powinno być uporządkowanie
spraw wewnątrz partii, a następnie przygotowanie jej do przyjęcia
nowych członków i wznowienia działalności. Ktoś przecież musi
prowadzić ten kaganek wolności. Jeśli nie my, to kto?