TK nie wie, kiedy są wybory
Trybunał Konstytucyjny unieważnił dziś przepisy o utracie mandatów przez radnych, wójtów, burmistrzów i prezydentów miast, którzy nie złożyli oświadczeń majątkowych. Podobno to zbyt surowa sankcja za to przewinienie. (Ciekawe, jaka byłaby zdaniem sędziów odpowiednia - grzywna, czy może wystarczyłoby słowne upomnienie? I jak wyegzekwować złożenie oświadczeń inaczej niż groźbą utraty mandatu?)
Poza tym unieważniono przepis mówiący, że oświadczenie majątkowe małżonków powinno być złożone w ciągu 30 dni od dnia wyboru. Uzasadnienie, które referuje Onet.pl, wydaje się być bardzo ciekawe:
Jak tłumaczyła […] sędzia Ewa Łętowska, istnieje kilka możliwych sposobów rozumienia terminu „od dnia wyboru” - można go liczyć np. od dnia wyborów (głosowania) lub ogłoszenia wyników. Ten niejednoznaczny w ocenie Trybunału przepis jest niezgodny z zapisaną w konstytucji zasadą państwa prawa (art.2.ustawy zasadniczej).
Zastanówmy się, co może oznaczać ów termin. „Dzień wyboru” powinien być rozumiany jako dzień, w którym polityk został wybrany, i TK proponuje nam tu co najmniej dwie możliwości. Ale zależą one w prosty sposób od tego, kto wybiera. Jeśli przyjąć, zgodnie z art. 4 Konstytucji, że władzę wybiera Naród, to jedynym możliwym terminem jest dzień głosowania. W ten dzień bowiem członkowie Narodu wybierają się do urn i w ten dzień podejmują decyzję; po zamknięciu lokali wyborczych wynik jest już określony i PKW tylko go stwierdza.
Jednak jeśli przyjąć, jak sugeruje TK, że dniem wyboru jest dzień ogłoszenia wyników, to oznaczałoby to, że akt wyboru dokonuje się właśnie wtedy, a w tej sytuacji trudno byłoby mówić o decyzji Narodu; raczej byłaby to decyzja tego, kto liczy głosy. Czy to chcieli nam powiedzieć sędziowie? Raczej nie, więc wypada założyć, że albo nie rozumieją prawa (tudzież logiki), albo unieważnili przepis z powodów politycznych. Tej pierwszej możliwości zakładać nie wypada, więc pozostaje druga - i trzeba się zgodzić z Romanem Giertychem, który nazwał to uplastycznieniem prawa. (Tu sędziowie mają wielkie pole do popisu, bo Konstytucja jest wewnętrznie sprzeczna).
Na szczęście sprawa ma też dobrą stronę. Skoro Trybunał Konstytucyjny ma tak duże problemy z określeniem, czym jest „dzień wyboru”, to powinien polec na takich pojęciach, jak „sprawiedliwość społeczna” (art. 2), „solidarność, dialog i współpraca partnerów społecznych” (art. 20), „ważny interes publiczny” (art. 22), czy też „wolność człowieka” (art. 31).
3. lipiec 2007
23:29
„Ogłoszenie wyników wyborów jest jedynie potwierdzeniem samego faktu wyboru konkretnej osoby na konkretne stanowisko”
4. kwiecień 2007
19:15
Nie wiem, w którym miejscu „kreuję się na eksperta”, dlaczego mój atak jest nierzeczowy i co oznacza fragment „jak Pan poleca takie książki”. Proszę nie stawiać zarzutów bez podawania konkretów.
Poza tym nie uważam, aby komentowanie wyroków TK (jak i innych sądów) było niewskazane, o ile nie uznamy sądownictwa za nieomylne.
30. marzec 2007
23:07
Drogi Panie, w zasadzie nie wiem czy sie wypowiadać bo Pana zdania w tej materii to nie zmieni. Jednakowoż kreuje sie Pan na eksperta i moze to być mylące dla niektórych. Tłumaczę tedy że prawo nie polega na tym , jak się panu wydaje, że wszyscy wiedzą o co może chodzić. Ja mam na przykład wątpliwości w tej materii. Wspomniany przepis zaś mówi o jasności i wyklucza podobne wątpliwości. Prosiłbym aby zabierając głos, robił Pan to ad meritum a nie ad personam, bo mimo pozorów rzeczowości jest to atak nierzeczowy i nie pozbawiony stronniczości. Rzecz jasna ma Pan prawo do własnego zdania, ale jak Pan poleca takie książki to warto pamiętać, że w państwie prawa nie komentuje się wyroków Trybunału Konstytucyjnego. Pozdrawiam i życzę owocnych przemyśleń.