Komisji Europejskiej boje z Microsoftem
Microsoft jest zły. Microsoft stosuje niedozwolone praktyki i nadużywa swej monopolistycznej pozycji. Taki przekaz przesyła obywatelom Komisja Europejska, która toczy z nim boje o tzw. uczciwą konkurencję.
Ich efektem są między innymi milionowe kary nakładane na korporację za to, że nie chce ona pomagać konkurentom oraz niedawne pogróżki ostrzegające, aby nie dołączać do systemu operacyjnego Vista zbyt wielu zabezpieczeń. Środowisko wolnego oprogramowania przyjęło to albo z milczącą aprobatą, albo wręcz z otwartym poparciem. Wydaje się to dość dziwne, jako że chodzi o wsparcie dla stanu, w którym wąska grupa osób decyduje o tym, co możemy umieścić w naszym programie. W istocie chodzi tu jednak o pognębienie konkurencji tanim kosztem i za pomocą metod, które w cywilizowanych krajach nazwanoby mafijnymi. Zastanówmy się, czy są one zasadne i czy „Unia Europejska” poprzez swoje interwencje rzeczywiście pomaga rynkowi i konsumentom.
Komisja Europejska twierdzi, że Microsoft, dołączając do systemu operacyjnego dodatkowe oprogramowanie, postępuje nieuczciwie w stosunku do swojej konkurencji. Rzeczywiście jest prawdą, że producent, dostarczając gratisowo na przykład zlewozmywak, zaopatruje w niego wszystkich swoich klientów i tym samym stawia w trudnej pozycji innych producentów zlewozmywaków. Jest to szczególnie dobrze widoczne w przypadku systemów operacyjnych, które są przecież instalowane na każdym komputerze, a więc dołączanie do nich swojego oprogramowania jest sprawą kluczową dla zagarnięcia rynku. Najlepszym przykładem takiego postępowania nie jest jednak firma Microsoft, która tworzy zamknięte oprogramowanie i nie ma interesu w rozpowszechnianiu go za darmo. Taka praktyka jest najpowszechniejsza w środowisku wolnego oprogramowania, gdzie systemy operacyjne zawierają komplet narzędzi potrzebnych do korzystania z komputera. Czy jednak stronnicy Komisji chcieliby, aby decydowała ona również o tym, co można umieścić w najnowszej wersji Ubuntu? Bardzo wątpię. Widzimy zatem, że nie chodzi tu wcale o uczciwą konkurencję, lecz o zwalczanie konkurencji.
Trzeba jednak przyznać, że z rynkiem informatycznym jest coś nie tak. Sytuacja, w której jedna firma produkująca marnej jakości oprogramowanie przynosi ogromne zyski i posiada ponad 90% rynku, nie jest normalna. Należy jednak zastanowić się nad przyczynami takiego stanu rzeczy. Dość powszechne jest przekonanie, że za monopol Microsoftu odpowiedzialny jest wolny rynek i chciwi kapitaliści, którzy chcą zagarnąć go dla siebie. Ale tak naprawdę, to Microsoft nie jest monopolistą. Istnieją konkurencyjni dostawcy oprogramowania. A dla konsumenta nie ma bezpośredniego znaczenia, czy proporcje udziału w rynku układają się jak 99:1, czy jak 50:50 - ważne jest, aby mieć sensowną alternatywę. W przypadku systemów operacyjnych jest akurat tak, że systemy posiadające 1-2% rynku są jakościowo lepsze od produktu Microsoftu posiadającego 99% rynku. Sytuacja konsumenta nie jest zatem taka zła.
Należy też zastanowić się nad tym, czy rynek oprogramowania jest rzeczywiście rynkiem wolnym. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że tak jest (jeśli tylko zapomnimy o janosikowych zapędach KE). Państwa raczej nie regulują w szczególny sposób informatyki. Istnieje jednak pewien twór, który bywa używany do krępowania wolnego rynku w wielu dziedzinach, w tym również w informatyce. Jest nim tzw. własność intelektualna. Jest rzeczą oczywistą, że gdyby nie ten aspekt ingerencji państw, pozycja Microsoftu nigdy nie byłaby tak silna, jak jest obecnie.
Dlaczego zatem państwa wprowadzają regulacje, które pozwalają rozrastać się firmom informatycznym, a potem używają Komisji Europejskiej do udawania, że z tymi firmami walczą (bo nie można przecież twierdzić, że kosmetyczne regulacje i kary wpłyną zasadniczo na pozycję Microsoftu na rynku)? Przyczyny mogą być dwojakiego rodzaju. Takie działania powodują, że zarówno Microsoft jest zadowolony (bo państwa zapewniają mu mafijną ochronę jego interesów), jak i zadowoleni są członkowie społeczności wolnego oprogramowania, bo wydaje im się, że Komisja Europejska pomaga wcielać ich idee w życie. Poza tym w wyniku tych zabiegów zwiększa się kontrola biurokratów nad rynkiem oprogramowania, co niewątpliwie leży w ich interesie. Można wynaleźć też trzecią przyczynę i stwierdzić, że eurokraci postępują w ten sposób z czystej głupoty i niezrozumienia sprawy, ale takie przypuszczenia byłyby działaniem nieuprzejmym wobec naszej oświeconej klasy rządzącej i z tego względu wypada je odrzucić.
Tym, co powinna zrobić społeczność wolnego oprogramowania w celu uzdrowienia sytuacji, nie jest zatem nawoływanie do zwiększania regulacji i kontroli urzędników nad rynkiem. Przekonanie, że państwo jest mi potrzebne do tego, abym mógł komfortowo korzystać z komputera, jest poglądem absurdalnym. Łatwo natomiast można wyobrazić sobie sytuację odwrotną, w której państwo wprowadza komputerowy terror. Dlatego właściwym rozwiązaniem problemu będzie agitacja za pełnym wycofaniem się państwa ze sfery informatyki, co w szczególności oznaczać będzie rezygnację z ochrony praw autorskich i patentów. Tylko wtedy wolny rynek zacznie normalnie funkcjonować i będzie w stanie zaspokajać potrzeby konsumentów.
18. październik 2006
23:16
I w tej sytuacji, w której uczeń łamie prawo ściągając na sprawdzianach, należy mu z urzędu odejmować punkty tylko dlatego, że ma za dobrze?
Rozwiązaniem nie jest nakładanie na ucznia kar „za nic”, tylko zlikwidowanie źródeł patologii.
11. październik 2006
16:59
Uwazam ze optymalna sytuacja jest kiedy rynek dziala sam. I nikt sie go nie tyka. Tak samo jak uwazam, ze lepiej jest kiedy uczniowie w szkole maja takie same szanse i nauczyciel sie nie wtraca pomagajac jednemu a gnojac drugiego…
Tylko, ze obecna sytuacja jest troche inna. Jeden z uczniow podpieprzyl notatki pozostalych, ma przeogromna kupe szmalu, ogromna rzesze lobbystow (wieksza niz chyba wszystkie pozostale firmy z branzy razem wziete), ktorzy lobbuja u nauczycieli, zajal wszystkie miejsca w prawie wszystkich lawkach dla siebie, stosuje wyrafinowane techniki, aby sciagac na sprawdzianach, kradnie kolegom ksiazki, ma na pasku woznego i moze decydowac ktorzy uczniowie z jego klasy w ogole nie wejda do szkoly, a wiekszosc nauczycieli jest u niego zadluzona.
I w tej sytuacji ten uczen wychodzi do kamery, robi niebieskie oczka i mowi - „Panowie, alez ja tylko rzadam, zeby dyrektor sie nie wtracal i zeby wszyscy uczniowie byli przez niego traktowani rowno.”
10. październik 2006
17:49
7. październik 2006
16:35
To jest moja opinia o dzialaniu PIIT, a nie KE. Nie opiniuje dzialan KE, opiniuje dzialania PIIT, ktore, w moim przekonaniu, leza w sprzecznosci z interesami Polski a na dodatek nieprzypadkowo wpasowuja sie w polityke lobbingowa Microsoftu co kaze mi podejrzewac, iz swiadomie badz nieswiadomie PIIT dalo sie Microsoftowi zmanipulowac.
Problemem nie sa zadne kary lub ich brak. Problemem jest, ze PIIT apeluje do KE, zeby nie grozila Microsoftowi w sprawie Visty, choc KE tego nie robi, czyli PIIT wykonuje krok prewencyjny, co jest bez sensu.
Po drugie PIIT apeluje o to, aby nie utrudniac wchodzenia Visty przez sprawdzanie czy jest legalna i ewentualne karanie MS.
To troche tak (przy zachowaniu proporcji) jakbym ja napisal wczoraj do policji, zeby nie przeszkadzala w przemarszu LPR-u, i najlepiej sie nim w ogole nie zajmowala, niezaleznie czy bedzie spokojnie czy nie.
Jesli KE sie zajmie Vista i jesli MS ukarze, to przeciez oznacza, ze MS zlamal prawo (!!!), wiec musi poniesc tego konsekwencje. Apel o to, aby nie przeszkadzac we wprowadzaniu Visty jest w istocie apelem, aby KE nie sprawdzala i nie karala za ewentualne dzialania niezgodne z prawem (!!!). To absurd.
6. październik 2006
19:22
Gandalf: moim zdaniem napisałeś. Nie wprost, ale jednak. W następującym fragmencie:
6. październik 2006
19:16
Wybacz, ale mam poczucie, ze nie zrozumiales mojego wpisu. Nigdzie nie napisalem, ze pochwalam kary nakladane przez KE na Microsoft. Pisalem tylko i wylacznie o tym co robi Microsoft i jak dziala jego machina prawno-marketingowo-lobbystyczna.
20. wrzesień 2006
0:09
Oczywiście walenie MS po głowie jedną ręką i karmienie
drugą jest objawem schizofrenii, ale to jest temat na osobną
dyskusję.
20. wrzesień 2006
0:06
Ta. Tylko że to wymagałoby zdecydowanych działań _WSZYSTKICH_,
którzy takie monopole hodują. A autor nie może udawać, że hodowlą
jedwabników trudni się tylko UE. Wszystkie większe gospodarki świata
stosują te czy inne metody politycznej protekcji rodzimych interesów,
a ikona wolnego runku, USA, mają tutaj szczególnie bogatą tradycję.
Nie widzę powodu, dla którego w tej sytuacji EU powinna inna.