Szwecja, Stiglitz i złoto
Wczorajsza „Europa” zabrała się za analizę skandynawskiego wariantu socjalizmu. Jak przystało na ambitną wkładkę dla półinteligentów, głosu udzielono zachodnim intelektualistom. Demoliberał Guy Sorman sprawnie wypunktował wady systemu skandynawskiego, krytykując go z pozycji raczej utylitarnej. Ciekawe jest to, że Szwecja, jeden z głównych bastionów socjalizmu, jako jedyne państwo na świecie wprowadziła bon oświatowy, rozwiązanie jak najbardziej rynkowe, którego główną wadą jest niemoralny system redystrybucji, na którym się opiera. Użyteczną i wprawiającą w wesołość informacją jest fakt, że Spośród 50 wielkich szwedzkich przedsiębiorstw, siły napędowej szwedzkiej gospodarki, wszystkie utworzono przed powstaniem »modelu szwedzkiego«, […] Jedynym wyjątkiem jest Ikea, ale jej założyciel przeniósł siedzibę firmy do Holandii i wyemigrował do Szwajcarii.
Sorman stwierdza, że Szwecja co prawda radzi sobie lepiej od upadających Niemiec i Francji, ale i tak relatywnie słabo. Poza tym socjaldemokraci stworzyli sytuację, w której większość Szwedów nie może żyć bez pomocy państwa: co zostało skonfiskowane przez podatki, podlega potem redystrybucji - tej jednak dokonuje socjaldemokratyczna biurokracja, zapewniając sobie w ten sposób potulność obywateli.
Obrony przegranej sprawy podjął się niejaki Joseph Stiglitz w tekście zatytułowanym - a jakże - „Kapitalizm z ludzką twarzą”, w którym można przeczytać m.in.: Powinniśmy zwiększyć progresywność opodatkowania, aby zrównoważyć działanie sił ekonomicznych powodujących wzrost nierówności, […] Powinniśmy wzmacniać, a nie osłabiać system osłon socjalnych.
, Przede wszystkim powinniśmy dążyć do uzyskania stanu pełnego zatrudnienia. [jak w PRL? - przyp. mój]
Tych banialuk jest tam więcej, ale nie będę przepisywał całego artykułu. Całość opatrzono podtytułem „Postępowa odpowiedź na globalizację”, co pokazuje, że postęp kroczy ramię w ramię z socjalizmem i trudno te dwie rzeczy rozdzielić. To zresztą nie dziwne, bo oba skrzywienia są oparte na tej samej teologii wyzwolenia, co potwierdza choćby Piotr Ikonowicz:
Problem dyskryminacji, obskurantyzmu i jak pokazuje przyklad posla Wierzejskiego, zwyklej ciemnoty w sprawach zwiazanych z seksualnoscia czlowieka jest wazny i powinien zaprzatac uwage ludzi lewicy. Nie da sie jednak i nie nalezy walki o równosc dla mniejszosci seksualnych wyjac z kontekstu walki o równosc spoleczna, o równosc w ogóle. Pójscie w jednym szeregu ze zwolennikami wyzysku, prywatyzacji sluzby zdrowia, wojny w Iraku, wydluzonego dnia roboczego, likwidacji pomocy spolecznej, pójscie z liberalami na Marsz Równosci to zgoda na to, ze sluszna sprawa zostanie uzyta do walki o wladze przez takich wrogów ludu jak Rokita. Rokita tak bardzo chce zostac premierem, ze chetnie posiedzi u wezglowia dzgnietego nozem anarchisty. Oczywiscie do czasu az sie anarchista nie ocknie i go nie pogoni.
A rozzalonych moja postawa dzialaczy gejowskich i dzialaczki lesbijskie zapytam: Gdzie byliscie, kiedy rozwalano strajk w Ozarowie, wyrzucano ludzi na bruk czy zwalniano dzialaczy zwiazkowych? W calej Europie ruch mniejszosci seksualnych angazuje sie w walki spoleczne o sprawiedliwosc i równosc.
Panu Ikonowiczowi życzymy owocnej walki o „równość w ogóle”, ale powróćmy jeszcze do Stiglitza. Jak pisze redakcja, ten laureat Nagrody Nobla i były główny ekonomista Banku Światowego specjalizuje się w badaniach nad przyczynami wadliwego działania mechanizmów rynkowych
- czyli czymś, co nie istniało, nie istnieje i istnieć nie będzie. Zresztą wiedza autora w temacie wolnego rynku wydaje się być dość płytka, skoro jedyne zdanie w artykule odnoszące się do leseferystycznego pomysłu na państwo to Niektórzy konserwatyści lansują koncepcję społeczeństwa właścicieli - niestety często chodzi im po prostu o to, by ci, którzy mają więcej od innych, mieli jeszcze więcej.
Błyskotliwe i odkrywcze.
Trudno jednak dziwić się ludziom piszącym o niedoskonałościach rynku, jeśli - primo - wyznaje się zasadę, że „rynek działa wadliwie, jeśli ludzie robią nie to, czego my chcemy” - secundo - za efekty działania rynku uznaje się takie atrybuty rozwiniętego etatyzmu, jak inflacja i cykle koniunkturalne. O tym pisał już Mikołaj Barczentewicz przy okazji artykułu „Spowiedź neoliberała” w „Gazecie Wyborczej”. Jednak koncesjonowani liberałowie, nie wspominając o etatystach, nigdy nie będą choćby słowem wspominali o tym, co jest objaśnione np. w „Taking money back” lub w filmie „Money, Banking and the Federal Reserve”. Ten drugi jest o tyle ciekawy, że omawia m.in. historię pieniądza w USA. Pokazuje, że państwo wcale nie chroni maluczkich przed pazernością wielkich - przeciwnie, gdy wielcy urosną do dostatecznie dużych rozmiarów, zaczynają poszukiwać nowych źródeł zysku, i zwracają się z tym do państwa. Tak uczynili panowie Rockefeller i Morgan, którzy doprowadzili do utworzenia Systemu Rezerwy Federalnej w 1913 r. Narracja przechodzi potem przez zgwałcenie, konfiskatę (i delegalizację posiadania) złota w 1933 r., bankructwo Stanów Zjednoczonych za kadencji prezydenta Nixona aż do obecnego stanu braku kontroli nad Fed i jego polityką. Do tego doprowadził największy przekręt finansowy w historii świata. Ludziom nie mówi się o nim między innymi dlatego, że trwa on nadal w najlepsze.
Brak komentarzy do “Szwecja, Stiglitz i złoto”
Skomentuj
XHTML: Dozwolone znaczniki: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <code> <em> <i> <strike> <strong>