Sposób na homosiów?
W uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Wiśniewska podkreśliła, że sąd przez ten wyrok nie wypowiada się na temat aborcji.
Rzecz nie leży w treści tej wystawy, ale w formie. Chodzi o to, że osoby, które przemieszczają się po mieście muszą być wolne od tego, aby przypadkowo nie stawać twarzą w twarz z takimi obrazami, których częstokroć nie chcą oglądać, które wywołują uczucia oburzenia, niesmaku, obrzydzenia- powiedziała.Sędzia dodała, że taka wystawa „jest głosem w ważnej dyskusji”, ale w ocenie sądu powinna być ona urządzona w zamkniętym lub częściowo zamkniętym terenie i opatrzona napisami informującymi o jej tematyce i zawartości.
Osoby, które miałyby taką ochotę, mogłyby w tej wystawie uczestniczyć. Natomiast tutaj obwiniony naraził wiele osób na to, że bez swojej żadnej woli, stawały twarzą w twarz z takimi obrazami- powiedziała sędzia.Zaznaczyła, że dla zaistnienia wykroczenia wystarczy, że prezentowane treści wywołają uczucie zgorszenia, czyli uczucie obrzydzenia, wstrętu, niesmaku, u co najmniej jednej osoby, która jest uczestnikiem takiego widowiska.
Przywołuję uzasadnienie wyroku w sprawie Łukasza Wróbla dlatego, że jutro w Warszawie odbędzie się parada homosiów. Dobrym pomysłem byłoby więc udać się na spacer na Marszałkowską, obficie się zgorszyć, a następnie poinformować wymiar sprawiedliwości o zaistniałym wykroczeniu. Jeśli polskie sądy są konsekwentne, będzie to skuteczne uderzenie w homoaktywistów. Jeśli nie, to przynajmniej będzie wiadomo, kto jest w Polsce naprawdę dyskryminowany. Przy okazji można napomknąć coś o absurdalności przepisów o wywołaniu zgorszenia w miejscu publicznym i dobrodziejstwach płynących z prywatyzacji ulic.
Szkoda tylko, że polskie prawo nie jest precedensowe.
23. czerwiec 2006
21:08
Co do wstrętnych kapitalistów, to miałem na myśli to, że w przypadku dywersyfikacji ulic trafiłyby one zapewne do drobnych, lokalnych przedsiębiorców, którzy musieliby liczyć się z opinią społeczności. Zresztą każdy "wstrętny kapitalista" działający na wolnym rynku musi dbać o klientów, więc chce przypodobywać się ludziom, którzy korzystają z jego usług. Jedynym przedsiębiorcą, któremu mogą zwisać konsumenci, jest państwo.
Co do przemarszów: niech będzie. ;)
10. czerwiec 2006
14:58
W poniedziałek zaczyna mi się sesja, więc ogłaszam tymczasowy EOT z mojej strony. Teraz będzie hasłowo i wybiórczo:
Postępowcy wyginą tak czy siak. Dowcip polega na tym, że tzw. homoseksualiści mogą odbywać stosunki z osobami przeciwnej płci, a przeszkadza im jedynie to, że bardziej podoba im się, jak robią to z własną. To pokazuje, że jeśli coś się dziedziczy, to jest to biseksualizm (to zresztą i tak nie ma znaczenia dla sprawy), a odpowiednio konserwatywne społeczeństwo jest w stanie wywrzeć na homosiach presję skuteczną na tyle, że będą żyli w dwupłciowych związkach. Jeśli ta presja zniknie, część homosiów wyginie. Zresztą gdyby homoseksualizm był „twardo” dziedziczony, homosie wyginęłyby już dawno.
W historii mieliśmy już precedens społeczeństwa prawie bezpaństwowego, a była nim średniowieczna Islandia, o czym można poczytać tu: http://www.ilk.lublin.pl/dfriedma/dfri00t.htm#rozdz44 (i tu: http://libertarianizm.pl/long.html , ale tego drugiego tekstu nie czytałem). Nie twierdzę, że takie coś by się udało zawsze - anarchia w stadzie wolnościowców „działa”, ale gdyby jakimś cudem wprowadzić ją np. na terenie Polski, ludzie i tak by to zapewne odrzucili, albo mielibyśmy szybki najazd przyjaciela Włodzimierza i jego armii, tudzież towarzyszy z Zachodu (albo obydwu naraz). Większość ludzi boi się wolności i z nimi nie utworzy się Nowego, Wspaniałego Świata. ;)
Kilka zaległych słów o drogach: gdybym miał firmę usługową, to sam zapewne opłaciłbym ulicę, przy której stoi siedziba, i ochroniarzy, którzy pilnowaliby na niej porządku (w przeciwieństwie do ulic państwowych, gdzie panuje quasi-anarchia). Gdyby za wejście na ulicę trzeba było płacić lub ludzie byliby tam napadani, to kto by korzystał z usług mojej firmy? W przypadku osiedli byłoby pewnie analogicznie.
Prywatyzacja dróg dojazdowych miałaby tę zaletę, że ludzie zaczęliby płacić za ich korzystanie zgodnie z rzeczywistymi, rynkowymi cenami. Byłoby „drożej”, a przez to część ludzi przesiadłaby się na komunikację zbiorową lub zrezygnowała ze zbędnych podróży. Jest to więc rozwiązanie proekologiczne i antykorkowe. :)
Poza tym Rothbard w „O nową wolność. Manifest libertariański” pisze, że pierwsze porządne drogi w USA były prywatne. (Swoją drogą, to zbudowano je, bo drogi rządowe były byle jakie. Podobnie uczyniono w Anglii podczas rewolucji przemysłowej). Zatem i w tym przypadku był już precedens, który pokazuje, że wolny rynek działa.
10. czerwiec 2006
2:51
To tylko tkanka. Odpowiednio zaprezentowana usunięta nerka albo jelita byłyby równie obrzydliwa. Ale oczywiście de gustibus. Skoro jednak jednych oburza film "Da Vinci Code", do którego oglądania nikt nikogo nie zmusza, to inni mają prawo czuć się zniesmaczeni prezentowaniem flaków, do których oglądania są zmuszani, jeśli rozwiesza się to po całym mieście. :)
"Jak by mi przeszli pod oknem skandując przez megafon" - mi parę razy chodzili, wrzeszczeli coś w stylu "któóóóóóryyyyyś zaaaa naaaaaaas cieeeeerpiaaaaał raaaaaanyyyyyy" itp. Nie pozwałem ich za to do sądu ani nie zażądałem zakazu takich przemarszów. Nawet jajkiem w nich nie rzuciłem. Niech sobie łażą, dopóki mnie do tego nie zmuszają. ;-)
"Swoją drogą, ta rewolucja okaże się korzystna dla gatunku, bo przyspieszy wyeliminowanie się ludzi podatnych na postępową propagandę drogą doboru naturalnego" - to tylko jeśli ktoś wierzy w to, że na daną orientację można się "nawrócić".
"Gdyby sprywatyzować ulice, to ich właścicielami nie zostaną wstrętni kapitaliści, tylko ludzie, a ludzie się między sobą dogadają" - pokaż mi, gdzie sprywatyzowano coś tak, że właścicielami stali się "ludzie" a nie "wstrętni kapitaliści". Trzy przykłady, proszę.
Społeczeństwo bez ingerencji państwa to utopia. Taka choćby policja zawsze będzie potrzebna, wojsko też. Wolę oczywiście, żeby była to policja "wspólna" czyli państwowa, niż bojówka jakiegoś "magnata".
10. czerwiec 2006
0:17
Mi osobiście te parady jeszcze nie zawadzają o tyle, że nie mam dzieci. Ale jak ktoś ma, to odwracanie wzroku może być trudne - a jak by mi przeszli pod oknem skandując przez megafon… bo parada jest dla mnie nie tyle świętem, co narzędziem rewolucji moralno-kulturowej. (Swoją drogą, ta rewolucja okaże się korzystna dla gatunku, bo przyspieszy wyeliminowanie się ludzi podatnych na postępową propagandę drogą doboru naturalnego - jeśli tylko nie wprowadzą oni w międzyczasie dostatecznie dużego totalitaryzmu, do czego konsekwentnie dążą).
Poza tym czym mogła zgorszyć wystawa w sprawie aborcji? Przecież płód to, zdaniem czerwonej lewicy, tylko tkanka - więc równie dobrze można by tam umieścić zdjęcia usuniętej nerki. Czyżby prawda jednak bolała?
Jeśli chodzi o ulice, to w USA ma powstać prywatne miasto Ave Maria ( http://www.avemaria.com ). Nie sądzę, że będą tam ustawione szlabany na każdym skrzyżowaniu.
Gdyby sprywatyzować ulice, to ich właścicielami nie zostaną wstrętni kapitaliści, tylko ludzie, a ludzie się między sobą dogadają. (Jak - tego nie wiadomo, to zostałoby określone przez rynek). A że niektórzy nie potrafią sobie wyobrazić, że społeczeństwo mogłoby funkcjonować bez ingerencji państwa…
9. czerwiec 2006
19:09
s/nie różni negatywnie się/nie różni się negatywnie/
9. czerwiec 2006
19:08
Czym parada miałaby zgorszyć? Przecież co do formy nie różni negatywnie się od innych demonstracji (a od demonstracji górników różni się nawet pozytywnie - zerową ilością szkód materialnych ;-)).
Prywatyzacja ulic? I co, dywersyfikacja własności tychże ulic i szlabany na każdym skkrzyżowaniu? Czy może monopol "Kulczyk Streets Ltd." or sth? Bilety miesięczne wraz z kanarami? Jednym słowem ROTFL. Masz jeszcze jakieś inne wspaniałe pomysły na poprawienie mi humoru? ;-)
9. czerwiec 2006
18:11
BTW handel w niedzielę, czyjeś święto.. A parada jest niczym innym jak świętem, na całym niemal świecie, w różnych datach, ale zazwyczaj między czerwcem, a lipcem o ile dobrze pamiętam, bo na parady nie chodzę, nie popieram obecności DragQueen itp na paradach w PL ze względu na kojarzenie jej potem z innymi paradami i twierdzeniem że to samo będzie u nas.
To tak jakby jednocześnie zakazać kibicom radosnego wyjścia z meczu, choćby siatkówki, bo Ci od piłki nożnej raczej agresywnie się cieszą ;) Wracając do siatkówki - ida, pomalowani, biało czerwoni, krzyczą, trąbią w trąbki, cieszą się i bawią.. Ich święto, tego też byś zakazał?
Nie łatwiej po prostu odwrócić wzrok? Takie już życie mamy, tak dużego zakazu o jakim ludzie myślą zrobić się nie da, przynajmniej nie w Polsce, bo ja się zgodzę z zakazem parad równości - ale pod warunkiem zakazu oglądania rozwalających wszystko kiboli po meczach piłki nożnej, bo tu Ci rację przyznam - to co nas gorszy zależy od nas, ale dogodzić wszystkim się nie da..
9. czerwiec 2006
18:00
Rzecz w tym, że o tym, co mnie zgorszyło, decyduję wyłącznie ja. Sąd nie może zdecydować, że czynność X ma prawo mnie gorszyć, a czynność Y już nie, bo nie może zadekretować tego, w jaki sposób ma działać cudza psychika.
Swoją drogą, spotkałem się kiedyś ze stwierdzeniem, że handel w niedzielę powinien być zakazany, ponieważ widok ludzi niosących siatki z zakupami w dzień święty jest gorszący i godzi w moralność publiczną. Z liberalnego punktu widzenia jest to tak samo dobra argumentacja, jak ta o aborcji czy o paradach równości. Dlatego jedynym rozwiązaniem, które nie będzie prowadziło do konfliktu interesów, jest prywatyzacja ulic. Niestety jest to na dzisiejszy dzień nierealne.
9. czerwiec 2006
17:54
Mhm, czyli z jednej strony nie jest źle, ale z drugiej przepis bezsensowny. Bo jeszcze kumam że "prawie seks" na ulicy obojętnie w jakiej orientacji może gorszyć, ale samo jawne istnienie już nie
9. czerwiec 2006
17:47
Ma prawo się zgorszyć - to jest przepis obosieczny. Polskie prawo jest absurdalne, niestety.