W uzasadnieniu wyroku sędzia Dorota Wiśniewska podkreśliła, że sąd przez ten wyrok nie wypowiada się na temat aborcji. Rzecz nie leży w treści tej wystawy, ale w formie. Chodzi o to, że osoby, które przemieszczają się po mieście muszą być wolne od tego, aby przypadkowo nie stawać twarzą w twarz z takimi obrazami, których częstokroć nie chcą oglądać, które wywołują uczucia oburzenia, niesmaku, obrzydzenia
- powiedziała.
Sędzia dodała, że taka wystawa „jest głosem w ważnej dyskusji”, ale w ocenie sądu powinna być ona urządzona w zamkniętym lub częściowo zamkniętym terenie i opatrzona napisami informującymi o jej tematyce i zawartości. Osoby, które miałyby taką ochotę, mogłyby w tej wystawie uczestniczyć. Natomiast tutaj obwiniony naraził wiele osób na to, że bez swojej żadnej woli, stawały twarzą w twarz z takimi obrazami
- powiedziała sędzia.
Zaznaczyła, że dla zaistnienia wykroczenia wystarczy, że prezentowane treści wywołają uczucie zgorszenia, czyli uczucie obrzydzenia, wstrętu, niesmaku, u co najmniej jednej osoby, która jest uczestnikiem takiego widowiska.
Przywołuję uzasadnienie wyroku w sprawie Łukasza Wróbla dlatego, że jutro w Warszawie odbędzie się parada homosiów. Dobrym pomysłem byłoby więc udać się na spacer na Marszałkowską, obficie się zgorszyć, a następnie poinformować wymiar sprawiedliwości o zaistniałym wykroczeniu. Jeśli polskie sądy są konsekwentne, będzie to skuteczne uderzenie w homoaktywistów. Jeśli nie, to przynajmniej będzie wiadomo, kto jest w Polsce naprawdę dyskryminowany. Przy okazji można napomknąć coś o absurdalności przepisów o wywołaniu zgorszenia w miejscu publicznym i dobrodziejstwach płynących z prywatyzacji ulic.
Szkoda tylko, że polskie prawo nie jest precedensowe.