IV RP jest właśnie w burzliwym okresie tworzenia. Dawni oligarchowie i ludzie z układu siedzą już w celach, Komisja Prawdy i Sprawiedliwości działa na pełnych obrotach, buduje się 3 miliony mieszkań, przeprowadzono obniżkę i uproszczenie podatków, matki taśmowo rodzą dzieci dzięki becikowemu, zgniły kapitalizm III RP został zastąpiony przez Polskę solidarną, a dzieci czytają już wyłącznie „Niedzielę” i „Nasz Dziennik” - i tylko Chrystus nie zszedł jeszcze z krzyża, aby dokończyć dzieła zbawienia - ale lada moment parlament przegłosuje w tym celu odpowiednią ustawę. Zaraz, zaraz - tego wszystkiego jeszcze nie wprowadzono, ale przecież sprawa jest na dobrych torach. Coś się w końcu robi, prawda?
Otóż, jak to genialnie ujęto w tekście na Kontrrewolucja.pl1, pod którym podpisuję się obiema rękami, nie robi się literalnie nic. Cała „rewolucja moralna”, „IV Rzeczpospolita” i im podobne hasła to nic więcej jak pohukiwania grupy krzykaczy, którzy bardzo chcieliby zrobić coś wielkiego, tylko nie bardzo wiedzą co, więc, póki czegoś nie wymyślą, robią zamieszanie. Skończą się rządy PiS, przyjdą kolejne wybory, a ludzie ze zdumieniem stwierdzą, że zmieniło się tak wiele, by wszystko pozostało po staremu. Na razie bowiem:
- W ramach implementacji „państwa solidarnego” na stanowisko Ministra Finansów powołano wybitną socjalistkę, prof. Zytę Gilowską, dla której autorytetami są jeszcze bardziej wybitni socjaliści, jak Friedman czy Hayek.
- W ramach przywracania autorytetu władzy wicemarszałkiem Sejmu uczyniono Andrzeja Leppera.
- W celu odpartyjnienia urzędów publicznych proponowanym szefem Centralnego Biura Antykorupcyjnego został, znany ze swej neutralności, poseł niezrzeszony Mariusz Kamiński.
- Realizując program „Tanie państwo” zwiększono zatrudnienie na etatach rządowych i wydatki budżetu.
- Pod hasłem „państwa przyjaznego dla zwykłych obywateli” wprowadzono w Warszawie darmowe taksówki.
- W celu zapewnienia stabilności rządów i likwidacji kolesiostwa podczas wyborów do parlamentu, odrzucono możliwość wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych.
Widać, że rozhisteryzowane media i tabuny internetowych komentatorów, którzy panicznie protestują przeciw każdemu ruchowi złych Kaczorów, strzępią sobie język na sprawach kompletnie błahych. O polskiej polityce warto będzie pisać wtedy, gdy zacznie się w niej dziać coś ważnego. A na razie nie dzieje się nic.
1 Na ten temat pisał też Adam Wielomski: „Stracona okazja„, „Pokolenie TKM„.