PiS + PPS = love
[…] w Polsce tak naprawdę wolnych mediów nie ma - powiedział [J. Kaczyński].
Jak podkreślił, PiS myśli nad zmianą tej sytuacji, m.in. nad tym, by uniemożliwić zwolnienie z pracy dziennikarza, który nie zgadza się z redaktorem naczelnym.
Dziwnym trafem to, co powiedział tow. Kaczyński, jest bliźniaczo zbieżne z sobotnią wypowiedzią pana Ziemskiego z PPS. Dziennikarz to święta krowa, która ma prawo pisać sobie, co chce i gdzie chce, a redaktor naczelny czy też właściciel pisma nie mogą mu nic zrobić. Niech się cieszą, że w ogóle mogą gazetę wydawać. A swoją drogą, skoro nie będzie można wyrzucić dziennikarza za poglądy, to za co będzie można go zwolnić?
Niestety, wiara PiS w tego typu interwencjonistyczne ustawy świadczyć musi o głębokim niedorozwoju umysłowym. Jeśli ktoś naprawdę nie widzi, do jakich efektów to doprowadzi i wydaje mu się, że ustawa zapewni istnienie „wolnych” mediów, to nie powinien aspirować do kierowania państwem, tylko wrócić do przedszkola, razem z resztą lewicy. Albo niech chociaż połączy się z PPS, żeby było jawnie widoczne, jakie ma cele.
28. luty 2006
20:02
Sądzę, że tak, wolność na lewicowy sposób jest chyba pojmowana jako brak konsekwencji (pozytywnych i negatywnych) ponoszonych za swoje czyny.
28. luty 2006
2:51
Jednak czy to nie jest szersza prawidłowość? Bardzo często mam wrażenie że ludzie wolność słowa (czy inną) pojmują dosłownie i wyłącznie, jako kompletny brak opowiedzialności (za cokolwiek).