Ponad miesiąc temu zakończyły się wybory parlamentarne. Wynik Platformy JKM należy oczywiście uznać za
klęskę, jednak wolnościowcy zdążyli się już do nich zapewne
przyzwyczaić. Dlaczego liberałowie, działający od ponad piętnastu lat
na scenie politycznej III RP, nie są w stanie przebić się ze swymi
poglądami do szerszej świadomości? Cóż, panowie Jaruzelski i Kiszczak
postarali się o skuteczne zakonserwowanie PRL. Wymieńmy najważniejsze
zabiegi, które pozwoliły przeprowadzić w Polsce rewolucję bez
rewolucji:
- Władzę oddajemy - ale swoim ludziom. Do rozmów przy Okrągłym
Stole nie zapraszano przedstawicieli prawicy, tylko pokrewne
ideowo komunistom środowiska lewicowe (wcześniej przez nich zwalczane,
zgodnie z zasadą, że najgroźniejszą konkurencją są ideologiczni
sąsiedzi). To dlatego znaleźli się tam ludzie tacy, jak Adam Michnik,
Bronisław Geremek czy bracia Kaczyńscy. Dlatego też na prezydenta
namaszczono prawdopodobnego agenta SB, który skutecznie zablokował w
Polsce proces lustracji.
- Progi wyborcze. Kiedy w Sejmie I kadencji pewne 3-osobowe koło
poselskie przeprowadziło uchwałę lustracyjną, to dla komunistów błędem
było, że ugrupowanie to w ogóle znalazło się w parlamencie. Progi
wyborcze wymuszają na partiach inteligenckich albo dołączanie do
bloków połączonych zasadą „razem przemy do koryta”, albo bezowocne
trwanie jako opozycja pozaparlamentarna. Pozwoliło to na skuteczną
eliminację „szkodników”.
- System proporcjonalny. Jeśli zwykły obywatel chce wystartować w
wyborach do Sejmu i zlikwidować trawiące Polskę patologie, to musi
uzyskać na to zgodę partyjnych bossów, którzy jej oczywiście nie
wydadzą, bo po co stwarzać zagrożenie dla czegoś, co przynosi im
profity?
- Haracz, które partie rządzące jawnie i w majestacie prawa
pobierają dla siebie z budżetu państwa. Partie będące w układzie
dostają obecnie miliony złotych wypłacane z pieniędzy podatników. Gdy
rządzący kradną dla siebie wielkie sumy nielegalnie, to się podnosi
wielki wrzask. Jeśli ta grabież na wielką skalę odbywa się w
majestacie prawa - niewielu ludziom to przeszkadza. Jak ma się
sfinansować pozaparlamentarne ugrupowanie o niskim poparciu lub
organizacja nowa, i czy uczciwe i symetryczne jest to, że budżet
wspiera finansowo konkretne ugrupowania - na to architekci naszej
„demokracji” nie odpowiedzieli.
- Utrzymanie państwowej edukacji. Przy ilości siana, jaką wkłada się
do głów ludziom objętym przymusową indoktrynacją, nie dziwne jest, że
nie umieją potem samodzielnie myśleć. To sprzyja zachowaniu status
quo.
- Zakaz działalności wolnych mediów RTV. Utrzymanie istnienia
telewizji rządowej nie służy oczywiście wypełnianiu jakiejś misji. To
znaczy służy, ale misja ta jest inna, niż się telewidzom
wydaje. Natomiast telewizje i radia prywatne, które są objęte cenzurą
w postaci koncesji, o pewnych rzeczach mówić nie mogą (Panie
Januszu bardzo pana lubię, ale nie mogę pana pokazywać, bo mi
powiedziano, że jeżeli będę pana zbyt często pokazywał to nie dostanę
odnowionej koncesji i 800 milionów dolarów szlak trafi.
).
- Naturalna niechęć liberałów do państwa powoduje, że nie są oni
zwykle zainteresowani działalnością z nim związaną. Niestety w
systemie demokratycznym nie wystarczy mieć słusznych poglądów i samemu
dążyć do ich realizacji; trzeba mieć też zaplecze tysięcy ludzi,
którzy będą pracować na sukces. To dlatego w demokracji występuje
nadreprezentacja polityków etatystycznych. Miał rację Karol Marks
stwierdzając, że Na to, aby w danym
kraju zapanował socjalizm, wystarczy wprowadzić w nim
demokrację.
.
- Architekci przemian ustrojowych nazwali III RP „wolnym krajem”. W
świadomości większości ludzi to pojęcie się utrwaliło i odegrało
istotną rolę propagandową, zwłaszcza na początku lat 90. Po co
walczyć, skoro w telewizji mówią, że cel został już
osiągnięty?
Z powyższych rozważań widać, że odniesienie sukcesu przez
środowiska wolnościowe nie będzie łatwe. Nie będzie jednak również
niemożliwe. Aby mieć podstawy do dobrego wyniku, należy przede
wszystkim zacząć grać w grę, która jest na boisku. Sukces partii
demokratycznej ma cztery główne składowe:
- Zgodność programu partii z popytem wśrod wyborców.
- Pieniądze.
- Silne struktury terenowe.
- Pozytywny przekaz kreowany przez media.
Najmniejszym problemem powinien być dla UPR punkt 2. Jeśli
jutrzejszy Konwent ustali, na co się zanosi, składki na poziomie
20-30zł miesięcznie, to za cztery lata partia może dysponować
funduszem wyborczym w wysokości około 1 mln zł. Jeśli dodatkowo banki
nie odmówią udzielenia kredytu, tak jak to się stało w tym roku,
będzie można liczyć na grubo ponad 5 mln zł przeznaczonych na
kampanię. To dużo, biorąc pod uwagę to, że koszt pozyskania przez nas
głosu jest wyraźnie mniejszy od innych partii.
Dla partii głównego nurtu kłopoty związane z punktem 1. nie
istnieją. Jeśli program nie odpowiada elektoratowi, to się go po
prostu zmienia. Dla ugrupowania z zasadami, jakim jest UPR, to poglądy
ludzi będą musiały zostać dostosowane do programu. Konieczne więc
będzie podjęcie szeroko zakrojonych działań edukacyjnych w tym
kierunku. Nie jest niezbędne, żeby zajmowała się tym sama partia, ale
ktoś to robić musi. Obecnie promocja poglądów
konserwatywno-liberalnych jest adresowana głównie do wąskiej grupy
ludzi inteligentnych. Sympatyk ugrupowania nie ma narzędzi do
zaprezentowania szerzej swoich poglądów. Nie może wydrukować i rozdać
jednej z broszur (adresowanych do różnych grup społecznych,
np. przedsiębiorców, studentów, młodych ludzi szukających pracy,
emerytów), w których zawarta byłaby synteza poglądów wolnościowych,
poparta odpowiednimi przykładami z historii świata. W Internecie
poparcie dla UPR przekracza 5%, a mimo to nie istnieje witryna,
którą można by polecić zwykłym ludziom nieznającym
poglądów wolnościowych; obecne są adresowane głównie do ludzi
inteligentnych, a nam przydałaby się witryna o strukturze drzewiastej,
która prezentowałaby poglądy liberalne w sposób fundamentalny,
zawierając jednocześnie obszerniejsze rozważania w formie
podstron. Większość obywateli uważa obecnie program liberalny za
księżycową utopię, w najlepszym razie za rzecz słuszną, ale niemożliwą
do zrealizowania w polskich warunkach (jakkolwiek bezsensowne jest to
stwierdzenie). Ludzi trzeba poinformować, że program UPR był już
realizowany w wielu krajach z bardzo dobrym skutkiem, powinni oni
wiedzieć, że wartości reprezentowane przez UPR są charakterystyczne
również dla takich polityków, jak Ronald Reagan, Małgorzata Thatcher
czy Wacław Klaus. Ludziom trzeba powiedzieć, jak wiele tracą przez
ograniczanie ich wolności i jak wiele można dzięki jej
respektowaniu zyskać. Bez zbędnego teoretyzowania, odwołując się
jedynie do rachunku zysków i strat i tzw. chłopskiego
rozumu. Liberalizm to pogląd bardzo prosty i zgodny ze zdrowym
rozsądkiem; jest to atut, którego marksiści nie posiadają. Dobrym
przykładem opisywanej powyżej działalności są felietony Stanisława
Michalkiewicza w portalu Interia czy ulotki wyborcze PJKM
(niestety, przy budżecie kampanii zamykającym się kwotą 206 tys. zł,
nie można było rozkolportować ich w dużej ilości).
Dla partii prawicowej, która z założenia stawia na jakość, a nie na
ilość, problemem może być też stworzenie silnych struktur terenowych,
zwłaszcza przy wysokich składkach („Zapisz się do nas, co prawda mamy
1,5% poparcia, ale za to najwyższe składki w Polsce”). Na szczeblu
lokalnym UPR ma jednak atuty, których nie mają partie głównego
nurtu. Oni nie mogą zorganizować manifestacji agitującej za ich
rozwiązaniami programowymi, bo programu nie mają. Oni nie mogą
protestować przeciw poczynaniom władzy, bo sami ją stanowią. Nie mogą
też liczyć na poparcie lokalnej społeczności, bo ona wie, że to przede
wszystkim oni zyskują na działalności politycznej. Tymczasem UPR
może i powinna odwoływać się do lokalnych problemów i pomagać w ich
rozwiązywaniu. Jeśli Urząd Skarbowy zniszczył jakieś przedsiębiorstwo,
jeśli państwo nie zapewnia dzieciom w szkole właściwej opieki, jeśli
nie pozwala się na
działalność prywatnym przedsiębiorcom w ramach ochrony monopolu
państwowego, to te wszystkie przypadki są okazjami do tego, by
partia mogła pomóc ludziom na szczeblu lokalnym. Przy tym nie powinna
być centrum i jedynym organizatorem prowadzonych akcji, lecz jedynie
wspierać ludzi w dochodzeniu swoich praw. Tylko działając wspólnie z
obywatelami na rzecz ich wolności, można liczyć na wdzięczność i
wsparcie. Ma całkowitą rację Przemysław Kudliński pisząc, że W
życiu dostajemy dokładnie tyle, ile dajemy - a co Partia, jej
członkowie dali społeczeństwu. Dosłownie nic. Bo przecież pikiety pod
urzędem skarbowym czy marsze do kapitalizmu nic nie znaczą kiedy nie
są poparte konkretnymi działaniami członków UPR w lokalnych
inicjatywach. Ludzie poprą tych którym ufają - a my nie zasłużyliśmy
na zaufanie, bo czym?
.
Przy okazji warto przeprowadzić szacunek potencjału liczby członków
UPR. W wyborach na listę PJKM oddano 185 885 ważnych głosów. Można
przypuszczać, że co najmniej 1/3 z tego to głosy, które zostałyby
oddane również w sytuacji braku nadziei na sukces. Z tego może 1/3 to
głosy osób, które zrobiły to z głębokiego przekonania
ideologicznego. Jeśli przyjąć, że 10% tych osób byłoby gotowych
zaangażować się w działalność partyjną, to na dzień dzisiejszy mamy
około 2000 potencjalnych członków UPR. Nie jest to dużo, ale stanowi
dobrą podstawę do rozpoczęcia pracy, którą kontynuować powinno się w
coraz większym gronie.
Pewnym problemem jest też to, o czym mówił prezes Jacek Boroń
na ostatnim walnym zebraniu Oddziału Stołecznego. Mianowicie większość
członków traktuje wybory parlamentarne jedynie jako test przed
wyborami samorządowymi, które co prawda mają dla partii najmniejsze
znaczenie, ale za to mogą dać największe partykularne korzyści
poszczególnym działaczom. Oni nie bedą angażować się w wybory
parlamentarne, ale mają wpływ na działalność partii. Proponowanym
rozwiązaniem było bodajże statutowe określenie, że Unia Polityki
Realnej jest formacją powołaną wyłącznie do startu w wyborach
parlamentarnych i prezydenckich.
Jeśli chodzi o przychylność mediów, to myślę, że w najbardziej
optymistycznym wariancie należałoby zakładać, że zostaniemy
potraktowani tak, jak LPR, może Samoobrona. Wśród ślepców jednooki
jest królem i wiele ośrodków opiniotwórczych będzie chciało ten status
zachować.
Podsumowując, najważniejszą dla Unii Polityki Realnej sprawą jest
obecnie wykorzystanie potencjału, jaki przed nią stoi. Aby mieć realne
szanse na sukces w wyborach, trzeba prowadzić politykę poważną. Nie
można lekce sobie ważyć sympatyków i ich gotowości do działania, nie
można ignorować poparcia wśród przedsiębiorców i okazji do ich
wspomożenia. Do sukcesu wyborczego nie wystarczą jedynie działania
przeprowadzane własnym kosztem. Potrzebna jest także współpraca
zewnętrzna, a ta obecnie nie występuje. W Norwegii tamtejsza skrajnie
liberalna Partia Postępu w
wyborach w 1985 roku uzyskała 3,7% głosów. Dwadzieścia lat później
zdobyła ich 22,1% i jest drugą siłą w norweskim
parlamencie. Prezydentem Czech jest człowiek o poglądach
upeerowskich. Czy Unia Polityki Realnej nawiązała kontakty z tymi
środowiskami i wymieniła doświadczenia przynajmniej w tak podstawowych
sprawach, jak relacje z mediami i metody zdobywania przychylności
społeczeństwa? Czy nadal mamy nie uczyć się na własnych błędach?
Pierwszorzędną sprawą dla nowych władz powinno być uporządkowanie
spraw wewnątrz partii, a następnie przygotowanie jej do przyjęcia
nowych członków i wznowienia działalności. Ktoś przecież musi
prowadzić ten kaganek wolności. Jeśli nie my, to kto?