Po radykalnych zmianach w UPR Platforma Janusza Korwin-Mikke rozpoczęła przygotowania do nadchodzących wyborów. Uruchomiona została witryna internetowa ugrupowania, która co prawda nie jest jeszcze kompletna, ale wygląda nadspodziewanie profesjonalnie (na kod źródłowy i wykorzystanie Flasha spuśćmy zasłonę milczenia…).
Strona sprawia tak dobre wrażenie, że zauważyły to nawet siły, którym zależy na utrzymaniu przy władzy obecnej bandy karierowiczów i złodziei. W artykule o witrynach internetowych kandydatów na prezydenta Wirtualna Polska opisała zawartość stron części kandydatów, a o reszcie napisano, że stron nie ma lub nie udało się ich znaleźć. (Przemilczano kompletnie Stanisława Tymińskiego, który pierwsze trzy akapity w swoim życiorysie poświęcił na przekonywanie czytelników, że nie jest wariatem). Tak się składa, że obok kandydatów najprawdopodobniej faktycznie nieposiadających witryny internetowej umieszczono też JKM. W komentarzach do artykułu ktoś zwrócił jednak uwagę na to, że jego strona istnieje. Poza tym o dziwną niemoc można by podejrzewać autorkę, która nie potrafi znaleźć strony będącej pierwszym wynikiem dla zapytania „Korwin-Mikke” w wyszukiwarce WP. Wobec tego postanowiono nie kompromitować redakcji i informację o braku strony JKM usunięto… i już. Teraz w tekście nie ma ani słowa o JKM, mimo że jest wiele o jakichś Janach Pyszkach czy Zbigniewach Rolińskich.
(Podobnie uczynił ze swoim spotem wyborczym Donald Tusk, gdy zauważono pewną niespójność w tym, jak córka Kasia mówiła, że pamięta ojca wychodzącego o 4 rano do pracy fizycznej. Córka ma 18 lat, a Tusk pracował na budowie w latach 1982-89. Uczmy się kłamać).
Warto też odnotować, jak zabawia się TNS OBOP, jeden z ośrodków kształtowania opinii społecznej (choć pewnie nie tylko on), który z uporem maniaka w sondażach bada poparcie dla niestartującej w wyborach UPR, „zapominając” za to o Platformie JKM. Dezinformacja działa.
Wobec takiego zachowania mainstreamowych mediów ważna staje się informacja w Internecie. To medium jest zawsze bardziej przyjazne UPR, a to prawdopobnie ze względu na decentralizację oraz łatwiejszy dostęp do informacji i związane z nim ograniczone możliwości manipulowania opinią publiczną przez różnych inżynierów dusz. W badaniu Gemiusa JKM uzyskał 5% poparcia (śmiem twierdzić, że jest ono większe wśród użytkowników przeglądarek alternatywnych, które chyba blokują wyskakujące okienka z ankietami), w sondzie na IDG.pl ma 10%, a w niedawnym sondażu na WP uzyskał 6%. To wszystko jeszcze przed rozpoczęciem właściwej części kampanii wyborczej. Dlatego ważne będzie informowanie internautów o tym, że do wyborów ruszy partia, której program nie zakłada, tak jak u reszty, iluzyjnego ograniczania złodziejom dostępu do koryta (co w praktyce oznacza zagarnianie koryta dla siebie), tylko likwidację samego koryta. To brak informacji będzie główną bronią w tej kampanii. Idiotyczne poglądy Leppera można było łatwo zdeprecjonować. Z Platformą JKM nie można tak postąpić i dlatego całkiem możliwy jest scenariusz, że będzie się z nią walczyło głównie milczeniem. Apeluję zatem o użycie przycisku w stylu Antipixel z góry tej strony lub poniższego bannera (dostępnego też na blogu Marcina Michty):

Do 16 sierpnia należy zgłosić wymaganą ilość podpisów poparcia w wyborach - i wszystko wskazuje na to, że uda się je uzbierać. W ciągu niecałych dwóch dni zebrano ponad 1500 podpisów pod kandydaturą Stanisława Michalkiewicza (publikującego m. in. felietony w serwisie biznesowym Interii) w wyborach do Senatu. Obecnie trwa podobna akcja w sprawie prof. Zbigniewa Religi, który w wyborach wystartuje z list Platformy JKM. Z list platformy wystartuje także prof. Bogusław Wolniewicz. W zanadrzu jest jeszcze jedna z bardzo znanych osobistości (najprawdopodobniej niebędąca politykiem), jednak jej personaliów na razie nie ujawniono. Są to informacje dobre między innymi dlatego, że trudniej teraz będzie przypinać upeerowcom etykietki nieszkodliwych wariatów, bo musiałoby to spaść po części również na te szacowne osobistości.
Należy odnotować też wsparcie dla poglądów wolnościowych ze strony środowisk, od których niekoniecznie należało się go spodziewać. Tow. Marek Król i jego „Wprost” już od dłuższego czasu wyrażają poglądy tak wolnorynkowe, że lewacy nie mogą chyba nazwać tego inaczej jak nachalną propagandą. Z kolei Leszek Miller w jednym z ostatnich numerów tygodnika zamieścił „Manifest Millera”, który okazuje się być manifestem antysocjalistycznym (ten centroprawicowy polityk to jednak temat na osobną notkę).
Oprócz powyższych dobrych wiadomości należy też odnotować, że w tegorocznej kampanii Platforma JKM będzie dysponować znacznie większym budżetem niż UPR we wcześniejszych wyborach. To wszystko już widać - a totalitarystów i złodziei w związku z tym informuję, że mogą zacząć się bać. Nie zatrzymacie wolnościowców. Nie tym razem.