Archiwum dla lipiec, 2005

10. planeta

Astronomowie znaleźli dziesiątą planetę Układu Słonecznego, oddaloną od Słońca maksymalnie o 97 jednostek astronomicznych. Nie ma jeszcze nazwy, a jeśli nie zostanie tradycyjnie ochrzczona którymś z imion rzymskich bogów, trzeba będzie odwołać się do współczesności. Myślę, że miano „Michnik” by pasowało.

Rozdroże

Stanęła przede mną kwestia wyboru uczelni. Po rezygnacji z kilku możliwości zostały mi już właściwie tylko dwie:

  • Studia na UAM w Poznaniu, zapewne na matematyce i (pobocznie) informatyce.
  • Studia na MISMaP na UW na kierunku podstawowym matematyka (choć być może mógłbym zająć któreś z wolnych jeszcze miejsc na informatyce, czego jednak raczej nie będę chciał zrobić).

I choć jestem już raczej zdecydowany, to napiszę listę zalet i wad poszczególnych alternatyw:

  • Warszawa
    • Zalety:

      • Studia międzywydziałowe (formalnie na 7 wydziałach jednocześnie).
      • Fakt bycia stolicą i związane z tym (niewielkie) zalety.
      • Wielkość miasta i związana z tym lepsza dostępność wielu rzeczy.
      • Metro!
      • Zapewne lepsi studenci.
      • Zapewne lepszy uniwersytet.
    • Wady:
      • Potworny hałas, przeludnienie i ogólne przeładowanie.
      • Nieprzyzwoicie wysokie koszty wszystkiego (przynajmniej w okolicach centrum).
      • Aż 380 km od Piły.
      • Ludzie raczej nie są user friendly (podczas pobytu w tym mieście (a zwłaszcza w dziekanacie MIMUW) zrozumiałem, że ekstrapolacja jakości PRL-owskich usług w „Misiu” nie była wcale mocno przesadzona, jeśli była przesadzona w ogóle).
  • Poznań
    • Zalety:

      • Możliwość ewentualnego studiowania matematyki i informatyki jednocześnie.
      • Bardzo korzystne położenie budynku uniwersytetu (na peryferiach, przy lesie).
      • Sam budynek uniwersytetu jest dużo ładniejszy i zapewne również lepiej wyposażony (w zasadzie to nie powinno być istotną zaletą). Właściwie trudno sobie wyobrazić coś, co należałoby w nim zmienić.
      • Tylko 100 km od Piły.
      • Brak wielkomiejskich wad Warszawy.
      • Makaron po bolońsku na Starym Rynku.
    • Wad w zasadzie brak, choć brak zalet też jest wadą.

    • Wady:

Jeśli chodzi o kierunek studiów, to co prawda lud głosi, że po informatyce perspektywy zatrudnienia są lepsze (co statystycznie jest oczywiście prawdą), ale to chyba jedyna zaleta tego kierunku. Poza tym mam nadzieję, że ciągle jest aktualna zasada, że nie trzeba studiować informatyki, żeby być informatykiem.

Coś istotnego pominąłem, coś należałoby uwypuklić? Sugestie?


Sztuka utylitarna

Och i ach

Jeżeli kogoś nie stać na zakup Mercedesa, zawsze może na imieniny zrobić sobie limuzynę z Firefoksa. Motyw PimpZilla znakomicie się do tego nadaje:

Zaczynam żałować, że rozstałem się ze zbędnymi przyciskami nawigacyjnymi. Z drugiej strony, ryzyko kradzieży jest mniejsze, jeśli te kapiące złotem luksusy nie będą wystawione na wierzchu…


Blockquote source

Blockquote source is an extension for Mozilla Firefox, derived from Gareth Simpson’s BlockQuote Cite script for Greasemonkey, which extracts the URIs from blockquote tags’ cite attributes and creates links from them. It is useful when the author of the website did only publish quotation’s source URI in the cite attribute, so there would be not visible link to this address on the page.

For more info, visit project’s homepage or Mozilla Updates project’s page.

Enwiu w przeglądarce

Znalezione w temacie „tag CONTENTEDITABLE”: zróbcie sobie z Firefoksa edytor graficzny (nie zadziała w XHTML). Idealna funkcja, jeśli przed zapisaniem strony na dysku chce się z niej usunąć to i owo.


Statystyki rekrutacji MIMUW

Zakończyła się już rekrutacja na większości uczelni. Uniwersytet Warszawski nie zamieszcza co prawda żadnych statystyk ani podsumowań, a w dodatku wyniki rekrutacji na MIMUW są uporządkowane według numeru PESEL, a nie punktacji, ale za pomocą grepa można bez problemu stwierdzić, że:

  • O przyjęcie na wydział ubiegało się 1485 kandydatów, w tym:

    • 461 tylko na matematykę, z czego przyjęto 135.
    • 810 tylko na informatykę, z czego przyjęto 105.
    • 214 na oba kierunki, z czego przyjęto 27 osób, a na samą matematykę 70.
  • Łącznie na matematykę zdawało 675 osób, a dostały się 232 osoby.
  • Łącznie na informatykę zdawały 210 1024 osoby (doprawdy, szczególny zbieg okoliczności), a dostały się 132 osoby.
  • Uwzględniając limity rekrutacji (205 osób na matematykę i 110 osób na informatykę):
    • Na jedno miejsce na matematyce przypadło ok. 3,3 kandydata.
    • Na jedno miejsce na informatyce przypadło 9,3 kandydata (to mało, biorąc pod uwagę to, że rok temu było ich ponad 20).

Cytat dnia (8)

Tym razem będzie jeden z dowcipów rysunkowych:

- […] czym się różnią komuniści od socjalistów?
- Komuniści od razu strzelają w łeb, a socjaliści męczą całe życie!


„Nocna zmiana”

Obejrzałem „Nocną zmianę” (250 MB). Ta historia nieudanej polskiej lustracji, która miała szansę dokonać w 1992 r. skutecznej dekomunizacji, jest dla osób nieobserwujących tamtych wydarzeń w wielu aspektach szokująca. Szokuje to, że najpierw Sejm niechcący przegłosował Uchwałę lustracyjną (niechcący, bo ci, którzy za nią głosowali, sądzili, że i tak wniosek nie przejdzie, więc mogą sobie na to pozwolić), a następnie ten sam Sejm doprowadził, rękami między innymi L. Wałęsy i polityków obecnego PO, którzy obecnie usta mają pełne lustracji i oczyszczenia życia publicznego, do uchwalenia wotum nieufności dla rządu, który miał tę uchwałę wykonać. Szokuje zapis VHS tajnej narady Wałęsy, Pawlaka, Mazowieckiego, Tuska i innych, którzy ustalają, żeby „nie wpuścić ich jutro do gabinetu”. Mimo wszystko szokuje to, choć nie dziwi. Warto przypomnieć, co powiedział premier Jan Olszewski w ostatnim przemówieniu przed odwołaniem:

Kiedy obejmowałem moje funkcje ­ i wcześniej, po wielokroć wcześniej, wiele miesięcy, może lat ­ wiedziałem, że przyjdzie nam budować nowy system władzy demokratycznej w Polsce, nowy ustrój, nową, trzecią, naszą, polską Rzeczpospolitą w sytuacji, kiedy będziemy obciążeni potwornym spadkiem pozostawionym przez tę dziedzinę, ten sektor komunistycznego reżimu, który był jego istotą, a jego istotą był aparat przemocy, aparat policyjnej przemocy, aparat policji politycznej. I jak ten aparat pracował, i jakie były jego zasady działania, mało kto na tej sali wie tak dobrze jak ja. Latami mogłem na to patrzeć, występując w obronie ludzi przez ten aparat ściganych. Wielu z nich jest dziś na tej sali. Wiedziałem, jak tragiczne bywają przypadki, losy, fakty. Nikt nie wie tego lepiej ode mnie, ale też nikt lepiej ode mnie nie wie, jak straszliwy jest ten spadek, jak rozległy, jak wielki, jak straszne może pociągać skutki dla losów jednostek w to wplątanych. A wtedy kiedy te jednostki biorą udział w kierowaniu życiem publicznym jak w warunkach, w których my działamy jak tragiczne może mieć to skutki dla interesu już nie publicznego, dla interesu narodowego. […] Kiedy mówiłem o dekomunizacji, kiedy polemizowałem z teorią grubej kreski, miałem zawsze w pamięci ten problem. I kiedy objąłem funkcję premiera, wiedziałem, że mój rząd musi się z nim zmierzyć. Przyjąłem pewne założenia wiedząc, jak bardzo jest to problem ważny, jak zarazem trudny i jak ogromnie tragiczny dla wielu ludzi, więc szukałem, starałem się szukać najlepszego wyjścia. W takich sprawach, w moim przekonaniu, spieszyć się nie należy. Ale byłem w błędzie, byłem w błędzie. Są sytuacje, kiedy trzeba się spieszyć.

Wydałem instrukcje, polecenia kierownictwu resortu spraw wewnętrznych, aby przygotowało akt, który będzie pozwalał przez zakreślenie pewnego czasu, możliwie bezboleśnie, jak najbardziej humanitarnie wycofać się z życia publicznego ludziom obciążonym tym tragicznym, tragicznym spadkiem przeszłości, bez wystawiania kogokolwiek pod pręgierz opinii publicznej, z zachowaniem wszystkich zasad humanitaryzmu i z zachowaniem jednocześnie w tych wypadkach, gdzie osobista, własna wola czy własna decyzja zainteresowanych by nie nastąpiła lub była niewystarczająca, możliwości stworzenia rzeczywistego, gwarantującego obiektywne rozpoznanie sprawy organu i procedur, które by takiego ostatecznego rozliczenia zamykającego tamten trudny czas i otwierającego możliwości normalnego działania w życiu publicznym III Rzeczypospolitej dokonały. Nie doszło do tego, chociaż prace nad tym były, jak mnie informowano, zaawansowane.

[…]

To tu na tej sali padł wniosek zobowiązujący resort spraw wewnętrznych do przedstawienia, jak ujmował ten wniosek, listy agentów. I to tutaj, na tej sali, on został uchwalony. I jego wykonaniem wola tego Sejmu obciążyła ministra spraw wewnętrznych. […]

Dzisiaj na tej sali dotarł do mnie dokument, który został doręczony klubom poselskim i udostępniony państwu posłom i państwu senatorom. […] Przeczytałem go po zakończeniu rannej sesji. Tak, to jest lektura porażająca. I wiem, teraz wiem, dlaczego temu wszystkiemu co się tutaj dzieje nie mam prawa się dziwić, ponieważ ta lektura była porażająca, jak sądzę, nie tylko dla mnie.

Myślę, że czas, który nadchodzi, da odpowiedź na wiele pytań. Wiem, że w tym, co przeczytałem, jest ogromny ładunek ludzkich nieszczęść. Wiem także, że jest w tym ogromny ładunek niebezpieczeństwa dla Polski i trzeba te dwie sprawy, te dwie wartości bilansować, w bardzo trudnym wyważeniu.

[…] oświadczam, że nie składam rezygnacji i z pełną świadomością stawiam przed wami państwo posłowie to zadanie, abyście według własnego sumienia głosowali za odwołaniem lub przeciw odwołaniu tego rządu, to czynię tak w przekonaniu, że od dzisiaj stawką w tej grze jest coś innego niż tylko kwestia, jaki rząd będzie w Polsce wykonywał ten budżet do końca roku, że w grze jest coś więcej, że w grze jest pewien obraz Polski ­ jaka ona ma być. Może inaczej, czyja ona ma być?

Jest Polska, była Polska przez czterdzieści parę lat, bo to jednak była Polska ­ była własnością pewnej grupy, własnością może z dzierżawy raczej przez kogoś nadaną. Potem myśmy w imię racji, ważnych racji politycznych zgodzili się na pewien stan przejściowy, na kompromis, na to, że ta Polska jeszcze przez jakiś czas będzie i nasza, i nie całkiem nasza. I zdawało się, że ten czas się skończył. Skończył się wtedy, powinien się skończyć, kiedy uzyskaliśmy władzę pochodzącą z demokratycznego, prawdziwie demokratycznego wyboru. A dzisiaj widzę, że nie wszystko się skończyło, że jednak wiele jeszcze trwa i że to, czyja będzie Polska, musi się dopiero rozstrzygnąć. […]

ZSRE nadchodzi (5)

Z cyklu „Totalitaryzm w Europie”:

  • Korwin-Mikke znieważył sędziów (Interia).
  • Stos dla Fallaci („Wprost”).
  • „Najwyższy Czas!” w rubryce „Kto czyta nie błądzi” (789-790):

    Instytucja tradycyjnej rodziny przeszła w Szwecji do historii. „Wprost”: W 1995 r. szwedzki parlament zalegalizował też pary homoseksualne. W tego typu związkach wychowuje się już około 40 tys. dzieci. Będzie ich jednak znacznie więcej, gdyż 3 czerwca przyjęto prawo o inseminacji par lesbijskich, które zezwala dwóm kobietom na zapłodnienie in vitro - na koszt państwa. Dotarliśmy do Marianny Sigstroem, której „socjal” odebrał 12-letniego synka Daniela. Oficjalnym powodem było to, że matka była „nadopiekuńcza” i „popełniała błędy w wychowaniu”. Jej syn trafił najpierw do rodziny zastępczej, którą okazała się para narkomanów na odwyku, następnie zaś do samotnego alkoholika, którego uznano za „rodzinę zastępczą”. Daniel był epileptykiem i kiedy miał ataki padaczki, nowi opiekunowie nie wiedzieli, jak mu pomóc. W rezultacie chłopiec zmarł. Matka, która wytoczyła państwu proces, przegrała we wszystkich instancjach i musi zapłacić państwu 1,5 mln koron kosztów sądowych.

Bez komentarza.