Szesć dni temu pisałem o powstaniu Platformy JKM. W sieci pojawiło się od tego czasu mnóstwo niewybrednego FUD-u na temat tej inicjatywy, żeby wymienić choćby artykuł na korespondent.pl zaczynający się od słów Można już oficjalnie ogłosić pogrzeb Unii Polityki Realnej.
. A jakie są fakty?
W UPR panuje w tej chwili stagnacja. Władze partii absolutnie nie sprawdzają się w swojej roli. Można przytoczyć fragment artykułu JKM w „NCz!”:
W gronie UPR istnieje tendencja […], by za wszelką cenę wprowadzić choć kilku UPR-owców do Sejmu. Na Konwencie większość (niewielka) zakazała jednak startu z cudzych list. Na to Sąd Naczelny orzekł, iż ta Uchwała jest nieważna, gdyż „Konwent może coś zakazywać władzom UPR, ale nie Członkom”. (Ten kuriozalny werdykt spowodował wystąpienie z UPR Stanisława Michalkiewicza, który z takim sądem nie chciał mieć więcej do czynienia).
Na podstawie tych decyzji Rada Główna z p. Prezesem Wojterą usiłowała doprowadzić do ulokowania UPR-owców na innych listach. Zgodnie z moimi przewidywaniami - bez powodzenia. Co dziwniejsze: informowano Członków (w tym i mnie), że trwają rozmowy z PO - podczas gdy PO już w grudniu postanowiła, że nikogo z innych partyj na listy nie bierze - i koalicyj nie zawiera. LPR też odmówiła. Trwały tylko rozmowy z PiS-em - partią w sprawach gospodarczych dalszą chyba od UPR niż obecne SLD.
[…]
Po pięciokrotnym przesuwaniu terminu we środę wieczorem otrzymałem od p. Prezesa wiadomość, że PiS dalej zwleka […]. Dla mnie była to gra na zwłokę, by postawić UPR w sytuacji, gdy już nie zdąży się zarejestrować - i nie odbierze PiS-owi głosów zwolenników ostrej walki z przestępczością. W kierownictwie UPR panowała martwota i brak koncepcji: słyszałem o projektach „powrotu do koncepcji PO” lub „pójścia pod skrzydła o. Rydzyka”. Nie wiem, czy warto trudzić się wyjaśnieniem, że jest to niepoważne (PO już podjęła decyzję, a co do o. Tadeusza, zacnego zakonnika, oczywiście, to przygarnięcie skrajnych liberałów gospodarczych byłoby dlań niemożliwe, zaś 3/4 naszego elektoratu uznałoby nas za wariatów) - warto jednak zauważyć, że światek polityki jest zwarty i jedni drugich informują czasem o swych rozmowach. Dla mnie jest to ośmieszanie UPR.
Przykre jest to, że UPR jest obecnie rządzona przez tchórzy, którzy sprzedadzą wszystko, aby tylko wprowadzić kilku posłów do Sejmu. W dodatku ciężko jest wierzyć w ich szczere intencje - przykład Leszka Samborskiego, który wkrótce po dostaniu się do Sejmu zdezerterował do PO pokazuje, że UPR w parlamencie pełniłaby najpewniej jedynie funkcję frakcji w jakiejś większej partii, bez szans na samozaistnienie. Równie dobrze można by w ogóle ją rozwiązać, a członków wysłać do PO (bo ta partia jest, tzn. przynajmniej była za Zyty Gilowskiej, najbliżej programu UPR).
Jaka jest sytuacja nowo powstałej platformy? Może sie wydawać, że skoro UPR w sondażach nie przekracza zwykle 2%, to nowa partia powinna uzyskać poparcie jeszcze mniejsze. Ale dwie rzeczy przemawiają na jej korzyść: JKM i program.
JKM jest właściwie jedynym politykiem kojarzonym z UPR, który jest rozpoznawalny w mediach. W dodatku postulaty JKM są powszechnie znane i wielu ludzi uważa, że w zasadzie to ma on rację, ale - tu następuje długa lista powodów, dla których jednak na niego nie zagłosują. W Polsce mamy jednak obecnie okres szczególny. Kraj jest trawiony korupcją, aferami, skandalami. Poparcie dla polityków jest najniższe w historii III RP. W tej sytuacji taki polityk, jak JKM, który już wcześniej mówił o tym, że politycy to złodzieje, a państwo to twór nieefektywny, korupcjogenny itd., ma duże szanse zaistnienia w wyborach. Program partii to dodatkowo wzmacnia - jeśli się mu przyjrzeć, to przebija z niego hasło „zróbmy wreszcie porządek w kraju i ukarzmy tych złodziei - polityków”. To jest chwytliwe. Tego oczekuje współczesny wyborca. A przede wszystkim tego oczekuje mnóstwo ludzi, którzy myślą „mam dość polityków i polityki. Niech się wreszcie pojawi ktoś, kto zrobi z nimi porządek”. Faktem jest, że podobne hasła wykrzykują Kaczyńscy i Rokita. Jednak wyborca może się - i słusznie - obawiać tego, że jeśli mówią oni o uczciwości - to tylko mówią. A nawet jak będą coś robić, to nie będą tego robić skutecznie z prostego powodu: chcą likwidować skutki, a nie przyczyny. Nie zlikwidują złodziejskiego styku polityki z gospodarką, który jest przyczyną afer w III RP (co można łatwo pokazać zauważając choćby, że wszystkie komisje śledcze zostały powołane w celu zbadania afer związanych z działaniem państwa w gospodarce). A JKM może zlikwidować te mechanizmy i wielu wyborców o tym wie.
Te optymistyczne przemyślenia znajdują dodatkowo potwierdzenie najnowszym sondażu prezydenckim „GW”, w którym JKM uzyskał 4% poparcia (poprzednio 3%), tyle samo co Szmajdziński i Giertych. Trzeba zaznaczyć, że odbyło się to przy praktycznie zerowej obecności w mediach mainstreamowych i nawet bez deklaracji startu w wyborach, podczas gdy pozostali kandydaci są, częściej lub rzadziej, ale jednak obecni. Toteż w trakcie kampanii wyborczej poparcie może przekroczyć 5% - i będzie to zapewne w dużej mierze zasługa nie tylko liberałów, ale również tych, którzy mają już dość.